Czarno-białe poszlaki. Notatki z wystawy „Świadek" Haima Sokola w Moskwie

Anastasia Nabokina
04.10.2011. aktualizacja 05.10.2011 05:54
Niewolnik ujarzmiony jest cieleśnie i psychicznie,
losem pana jest regres
T. Adorno, M.Horkheimer

Moskwa nie wierzy łzom, jak każde duże miasto zresztą. W dzieciństwie niejednokrotnie słyszałam opowieści o prowincjuszach, przyjeżdżających na podbój stolicy i nazywanych przez rdzennych mieszkańców pogardliwie limitczykami. Problem konfliktów etnicznych w byłym ZSSR oficjalnie nie istniał. Na zewnątrz byli wrogowie komunizmu, a my wszyscy byliśmy dziećmi Kraju Rad, jego „Ciałem społecznym"1. Poszczególne narodowości wymieniano zazwyczaj w kontekście ogólnego zadowolenia z faktu, iż tylu nas - budujących komunizm i wierzących w niego - jest. Wraz z rozpadem ZSSR i ekspansją kapitalizmu stan ten się zmienił. Po usunięciu przykrywki totalitaryzmu, jak pisze Slavoj Žižek, tym co pozostaje i wychodzi na jaw w krajach „realnego socjalizmu”, jest sprawa konfliktów etnicznych, opartych na konstrukcjach różnych „złodziei rozkoszy"2. Strach przed Wrogiem Ludu, tak starannie kultywowany przez komunistyczną ideologię, przeobraził się w obawę przed Innym. Od końca lat 90. XX wieku do Rosji zaczęli przybywać, w poszukiwaniu zarobku i lepszego życia, mieszkańcy biedniejszych republik postradzieckich. Obecnie do Moskwy co roku przyjeżdża około dwóch milionów migrantów z Uzbekistanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Białorusi, Mołdawii, Ukrainy. Tylko około 300 tysięcy z nich znajduje legalne zatrudnienie, zazwyczaj na budowach i przy innych pracach porządkowych. Nazywają ich gastarbeiterami (гастарбайтеры), dosłownie z niemieckiego - pracownik gościnny. Lecz w odróżnieniu od pojęcia niemieckiego, postradzieccy gastarbeiterzy nie są gośćmi proszonymi. Dlatego nazwa ta w potocznym języku rosyjskim ma zabarwienie negatywne. Innymi słowy, byli towarzysze po sierpie i młocie przeistoczyli się w brudnego i leniwego Innego, zagrażającego Narodowej sprawie. Jak żyje się Innym? Czy podporządkowany gastarbeiter może przemówić? Te właśnie tematy podejmuje w swoich pracach Haim Sokol.

Haim Sokol urodził się w 1973 roku w byłym ZSSR. Mając osiemnaście lat wyemigrował do Izraela. Od 2006 roku żyje i pracuje w Moskwie, gdzie w 2007 roku odbyła się jego pierwsza indywidualna wystawa, oraz w Jerozolimie. Uważany jest za kontynuatora tradycji moskiewskich konceptualistów. Pracuje z przestrzenią, fakturą i słowem. Do instalacji i ready made wykorzystuje starocie, wynalezione na pchlich targach i śmietnikach, przedmioty powszechnego użytku gastarbeiterów i biedoty. Zadaniem sztuki jest pomóc człowiekowi pozostać człowiekiem, uważa artysta, dlatego prace jego „brzmią” jak świadome obywatelskie wypowiedzi.

Swój projekt „Świadek”, zrealizowany z Guelman Gallery w Centrum Sztuki Współczesnej „Winzavod” w Moskwie, autor w jednym z wywiadów określił „uaktualnieniem starego Sokola"3. Do tej pory artysta, nazywany lirycznym, podejmował głównie tematy czasu, pamięci, przemijania. Ta wystawa została stworzona pod wpływem lektury „Homo Sacer: Suwerenna Władza i Nagie Życie” Giorgio Agambena, oraz pod wpływem pobytu artysty w Wiedniu. W komentarzu do wystawy Haim Sokol opisuje poczucie déjà vu, które nie opuszczało go nawet podczas wizyty w byłym obozie koncentracyjnym Mauthausen-Gusen. I dalej, w ślad za Agambenem, przywołuje kategorię nagiego życia - figurę człowieka pozbawionego praw, organizmu zredukowanego do swojej biologiczności. Tak samo jak filozof, artysta zestawia czasy Zagłady z teraźniejszością: „Nic się nie zmieniło od czasów Auschwitz, tylko w roli Żydów okazali się dziś uchodźcy, nielegalni imigranci, gastarbeiterzy, a także my wszyscy. I w tym sensie Wiedeń nie różni się od Moskwy. W tej sytuacji ja, jako artysta, powinienem dawać świadectwo. Nie komunikować, lecz właśnie dawać świadectwo jako bezpośredni uczestnik tego, co się wydarza"4. Obóz, zamieszkiwany przez społecznie wykluczonych innych, ukrywa się dziś w strukturach współczesnych miast, uważa twórca.

Mijając bramę fabryki win, zaadaptowanej przez Centrum Sztuki Współczesnej, wchodzę w drugie drzwi po prawej i dostaję się do byłej fermentowni. Duża surowa przestrzeń z cegły. W pustej, pomalowanej na biało sali, zebrane są obiekty, na pierwszy rzut oka nie mające ze sobą wiele wspólnego. Przypominają one ślady i poszlaki, zostawione przez autora, by zwiedzający sam, porządkując swoje skojarzenia, przemyślenia, doświadczenia, ułożył swoją wersję tego, co się wydarza. Przedstawiając nam dowody, artysta świadczy w imieniu nie mających głosu dzisiejszych homo sacer.

Haim Sokol, “Dziura”, 2011, fot. Tomasz Jaworski
Na lewej ścianie duża, czarno-biała projekcja wideo. Pod nogami przechodniów na jednej z moskiewskich ulic siedzi bezdomny pies. Nikt nie zwraca na niego uwagi. Wideo jak i cały projekt zatytułowane jest „Świadek”. Symbol mieszkańca współczesnego miasta - wilkołak, który może przeistoczyć się w psa do bicia, innym razem zaś być oprawcą.

Po prawej, projekcja wideo pt. „Rzym”. Na siedmio minutowym filmie trzynastu Tadżyków, zawiniętych w worki jutowe na podobieństwo tog rzymskich patrycjuszy, w milczeniu patrzą zwiedzającym w oczy. Niezgrabnie drepcząc z nogi na nogę, oczekują naszych poleceń. Czy to może są nasi sędziowie? Nazwa obiektu odsyła do skojarzeń z potęgą „Trzeciego Rzymu” - Moskwy i jej mieszkańców, lecz ludzie na taśmie przypominają raczej więźniów obozu, postawionych do przymusowego zdjęcia.

Haim Sokol, widok ogólny wystawy “Świadek”, 2011, fot. Tomasz Jaworski
Na wprost od wejścia straszy ogromna, na całą ścianę płaskorzeźba - czarna dziura w kształcie byłego terytorium ZSSR, wycięta w płótnie ze szmat. Obiekt ten tak i nazywa się - „Dziura”. W żargonie słowo to częstokroć oznacza zaściankowość, ciemnotę, zacofanie prowincji. Może jest to również aluzja do obiektu astronomicznego, oddziaływanie grawitacyjne którego jest tak silne, że nawet światło nie może uciec z jego powierzchni. Czarna dziura - miejsce, gdzie krzywizna czasoprzestrzeni staje się nieskończona.

Po przeciwnej stronie, na czwartej ścianie wisi pięciometrowy „Czarny manuskrypt” - pergamin taki, jaki wykorzystuje się w pracach budowlanych przy układaniu asfaltu. Na nim autor umieścił swoistą kronikę przeszłości - zanikające twarze, wiersze czyichś listów, dziecięce rysunki, kontury wiedeńskich budynków, szkice, czołgi. Na środku zwraca na siebie uwagę portret nazistowskiego oficera.

Haim Sokol, „Czarny manuskrypt”, 2011, fot. Tomasz Jaworski
Pod pergaminem, w rogu, na grudkach ziemi leży ledwo zauważalna „Furia”. Z wnętrzności zdechłego na wściekliznę szczura sterczą nogi zabawkowych żołnierzyków.

Haim Sokol, “Furia”, 2010, fot. Tomasz Jaworski
Pośrodku sali znajduje się instalacja „Flaga”. Na czarnej macie, przed telewizorem, leży żelazny zardzewiały sztandar. Telewizor firmy Sokol transmituje zapętlony odcinek z filmu „Komunista” Julia Raizmana z 1957 roku. Młody członek partii, rzucony na socjalistyczną budowę, wciąż i wciąż rąbie drzewo. Miarowy dźwięk siekiery podobny jest do odgłosów spadających kropli wody. Przywodzi na pamięć opowieści o tzw. chińskiej torturze wodnej, doprowadzającej ofiarę do obłędu. Przypomina również przysłowie o rąbaniu drew i lecących wiórach.

Haim Sokol, „Flaga”, 2010, fot. Tomasz Jaworski
Nad instalacją na słupie, podtrzymującym dach, wisi, wyniesiona na miejsce totemu, szczotka do szmaty, jaką kiedyś sprzątano podłogę. W tym momencie następuje przesilenie i wzrok, szukając drogi ucieczki, pada na błyskający nad wyjściem z galerii neon. To jest ostatni obiekt - biały neon na czarnym tle. „Desinfektion” głosi napis skopiowany z prysznicowych drzwi w obozie Mauthausen.

Haim Sokol, “Desinfektion”, 2011, fot. Tomasz Jaworski
Sugestia jest czytelna. Lecz kto tu zostaje zdezynfekowany? Zwiedzający opuszcza galerię „odkażony”, ale odkażenie to podobne jest do przemiany, która była udziałem postaci granej przez Barry’ego Peppera w filmie Tommy’ego Lee Jonesa „Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady”.

Projekt stwarza nieskończone możliwości do tworzenia interpretacji. Zwraca uwagę różnorodność środków artystycznych, jakimi stara się przekonać nas autor. Użyte materiały i przedmioty, wzięte z życia imigrantów, składają się na warstwę symboliczną, oddziałują na podświadomość. Wystawa jest prawie monochromatyczna. Nie ma wielu odcieni, jak nie ma ich w opozycji pomiędzy My a Oni. Lecz projekt wydaje się być niedokończony, pozostawia poczucie niepokoju: czy mamy prawo porównywać dzisiejszych imigrantów, gastarbeiterów do więźniów obozów zagłady? Ale czy tak straszliwa zbrodnia rozpoczyna się w jeden dzień? Gdzie jest granica, za którą można mówić już o Holocauście? Może zaczyna i trwa on w naszej obojętności, znieczulicy, chęci kontrolowania i wrogości wobec Innego.

Inny, jak pisze Gayatri Spivak, to „podmiot niewyrażalny"5. Czymże jest ta niewyrażalność w naszym świecie ustanawianym przez język? Niemożność wypowiedzenia się wyklucza człowieka ze społeczeństwa, staje się on niezauważalnym. Po prostu nie istnieje. Judith Butler pisze że „społecznie określone istnienie ciała staje się w ogóle możliwe jedynie dzięki jego interpelacji w ramach języka"6. Z innej strony, z kolei, opresywny język sam zdolny jest zagrozić istnieniu ciała. Rasistowska mowa ma takie same skutki, jak uderzenie w twarz. Krzywda jest natychmiastowa. Człowiek doznaje całkowitej utraty kontekstu. Raniące przezwiska powodują symptomy fizyczne, czasowo paraliżujące ofiarę. Jak się żyje „podmiotowi niewyrażalnemu”? Czy jego życie nie przypomina egzystencji homo sacer? To nam może opowiedzieć tylko ten, kto wie, co oznacza bycie Innym. Jednakże my, członkowie „nikczemnej zony nieodpowiedzialności"7, powinniśmy zaświadczać o nieograniczonej banalności zła.

Haim Sokol, „Czarny manuskrypt” (fragment), 2011, fot. Tomasz Jaworski
Haim Sokol, „Świadek”, Guelman Gallery, Centum Sztuki Współczesnej „Winzavod”, Moskwa, 3.08 - 15.09.2011.
http://www.obieg.pl/teksty/22540